Kisiel z Kłulika podany po autorsku

Dobre spotkanie to takie, po którym człowiek nie czuje przesytu. Bardzo dobre spotkanie, to takie, gdzie człowiek czuje niedosyt. No i niestety, spotkanie autorskie z Martą Kisiel objawiło się przesytem. Takim trochę nie za małym i nie za dużym. Porcje w knajpie meksykańskiej, do której się wybraliśmy po spotkaniu, powinny być minimalne mniejsze.

A Kisiel? A Kisiel mniejsza już być nie może.

Swoim pierwszym w życiu spotkaniem autorskim potwierdziła, że jest autorem, a nawet pisarzem, a to oznacza, że mała już nie może być. I bardzo dobrze, bo dobry pisarz musi być duży. Duży duchem, bo do stukania w klawisze ciało duże być nie musi. Wręcz przeciwnie – duży pisarz z dużymi palcami najczęściej wciska po dwa lub więcej klawiszy i choć wydajność w znakach wtedy wzrasta, to sensowność tekstów maleje. Marta z pisaniem nie ma problemu, a że pisze dobrze, to na swoim spotkaniu autorskim używała takich przystojących dobrym pisarzom słów jak: „plany na przyszłość”, „literatura”, „Mickiewicz”, „Słowacki”, „risercz”, „drugi tom” i „kolejna powieść”. Te dwa ostatnie muszą szczególnie cieszyć miłośników jej twórczości. I z pewnością cieszą.

Jeszcze bardziej cieszy, że po pierwszych lodach Królik postanowiła skruszyć drugie i na kolejne spotkanie autorskie już wybiera się do „Default City”, czyli „Stolycy”. Mamy tylko z żonką moją najukochańszą nadzieję, że tułając się po wielkim świecie nie zapomni o tym, żeby wpaść do nas od czasu do czasu na planszówki. Oczywiście wraz ze swoim wielce szacownym małżonkiem (choć w grach to on jest oszust, szuja i menda).

 

 

2 KOMENTARZE

  1. Może banałem trącę, ale baaardzo żałuję, że nie mogłam być :-(. Może Autorka napisze szybko trzecią książkę i zorganizuje się kolejne spotkanie we Wrocławiu! …Hm, ja to błyskotliwa jestem :-) i skromna ;-).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

two × one =